Dezynfekcja pomieszczeń stała się w ostatnich latach czymś oczywistym. Jest procedura, jest preparat, ktoś ją „odhacza” w harmonogramie i temat uznaje się za zamknięty. Tyle że w praktyce bardzo często wygląda to inaczej, niż powinno. Działania są wykonywane rutynowo, bez refleksji nad tym, czy faktycznie eliminują zagrożenia biologiczne. No i tu pojawia się problem, bo zamiast realnej ochrony powstaje tylko poczucie, że wszystko jest pod kontrolą. A to bywa złudne i zwyczajnie niebezpieczne, zwłaszcza tam, gdzie rotacja ludzi jest duża.
Dezynfekcja pomieszczeń bez trzymania się parametrów
Jednym z najczęściej popełnianych błędów jest bagatelizowanie stężenia i czasu działania preparatu. W teorii wszystko jest jasne – producent podaje konkretne wartości, czas kontaktu i sposób użycia. W praktyce wygląda to tak, że środek zostaje rozcieńczony „na oko”, a powierzchnia przecierana jest w pośpiechu, bo przecież trzeba zdążyć z innymi obowiązkami. Problem w tym, że zbyt niskie stężenie albo skrócony czas kontaktu oznaczają, że drobnoustroje nie są eliminowane skutecznie. Część z nich po prostu przetrwa, a z czasem może dojść do obniżenia skuteczności całego procesu dezynfekcji pomieszczeń.
Szukasz rozwiązań, które pomagają uniknąć takich sytuacji i opierają się na jasno określonych parametrach? W takim razie warto sprawdzić https://medisept.pl/, gdzie dezynfekcja pomieszczeń i oferta firmy Medisept opierają się na środkach projektowanych zgodnie z normami i realnymi warunkami użytkowania.
Pomijanie rąk w całym procesie dezynfekcji
Nawet najlepiej zdezynfekowane powierzchnie nie zdadzą egzaminu, jeśli zawodzi higiena rąk. To jeden z tych elementów, które często są traktowane po macoszemu, bo „przecież ktoś już sprzątał”. Środki do dezynfekcji rąk powinny być dopasowane do częstotliwości użycia, mieć odpowiednie spektrum działania i nie powodować podrażnień, bo tylko wtedy są stosowane regularnie. Częsty błąd polega na wyborze najtańszego preparatu lub takiego, który formalnie „jest”, ale w praktyce nikt po niego nie sięga. Efekt? Drobnoustroje krążą między powierzchniami, a cała dezynfekcja pomieszczeń traci sens.
Brak rotacji preparatów i lekceważenie norm
Kolejna sprawa to stosowanie przez lata tych samych środków bez weryfikacji ich skuteczności. Normy takie jak PN-EN 14476 czy PN-EN 13727 nie powstały bez powodu – jasno określają, jakie wymagania musi spełniać preparat, by można było mówić o realnej dezynfekcji. Tymczasem w wielu obiektach nikt nie sprawdza dokumentacji, nie analizuje kart charakterystyki i nie zastanawia się, czy dany środek nadal odpowiada aktualnym zagrożeniom. Tanie zamienniki kuszą ceną, ale w dłuższej perspektywie generują więcej problemów niż oszczędności.
Jak nie wpaść w pułapkę pozornego bezpieczeństwa
Największym błędem jest traktowanie dezynfekcji jako jednorazowej czynności, a nie procesu, który wymaga konsekwencji i świadomości. Brak szkoleń, pośpiech, niedopasowanie środków do rodzaju powierzchni czy ignorowanie higieny rąk sprawiają, że system ochrony zaczyna się sypać. W praktyce dezynfekcja pomieszczeń działa wtedy, gdy wszystkie elementy są ze sobą spójne i oparte na konkretnych parametrach, a nie przyzwyczajeniach. Dopiero takie podejście daje realne bezpieczeństwo, zamiast jedynie wrażenia, że „coś zostało zrobione”. Jeśli ktoś już próbował porządkować takie procedury od zera, ten wie, że właśnie tu robi się największa różnica.
Artykuł sponsorowany